Tylko 10 minut zabrakło piłkarzom Zagłębia do odniesienia dzisiaj pewnego (2:0) zwycięstwa na belgijskim Sportingiem Lokeren. Uzyskany dzisiaj rezultat 2:2 niestety faworyzuje gości, którym teraz do awansu i gry z Newcastle United wystarcza remis 0:0.
Był to pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera - Stefana Majewskiego - i rzeczywiście dało się odczuć różnicę w grze naszych piłkarzy. Mimo, że początek spotkania był tradycyjnie już bardzo nudny, to widać było mnóstwo ruchu wśród naszych graczy.
Nie do końca wiadomo czy tę nadmierną aktywność powodowała chęć pokazania swoich walorów nowemu trenerowi czy też menedżerom innych klubów piłkarskich, których dzisiaj na meczu było bardzo wielu. Niestety ten wzmożony ruch spowodował, że w ostatnim kwadransie gry wielu naszych zawodników nie miało już sił.
Mecz ten można bez wątpienia nazwać meczem bramkarzy, ale nie dlatego, że spisywali się świetnie, a wręcz przeciwnie... prześcigali się w kardynalnych błędach. Zaczął Zitka, który przy pierwszej bramce po strzale Grzybowskiego najpierw pewnie złapał piłkę w ręce, by po chwili wypuścić ją i przełożyć pod nogami wprost do siatki! Zakończył Mioduszewski, który wyrównującą bramkę wpuścił nie łapiąc bezpiecznie kozłującej przed nim piłki od Marcina Adamskiego, a ta go przeskoczyła i napastnik Lokeren - Kimoto - mógł spokojnie wepchnąć ją do bramki. Obie pseudointerwencje bramkarzy wzbudziły salwy śmiechu na trybunach i zapewne na długo zapadną w pamięć lubińskim kibicom. Pozostałe bramki zdobyli: Żuraw i De Beule.